O porzundnym mieście porzundnych mieszkańców

pozna_.jpg

Znany dziennikarz-reportażysta swoją kolejną, zapowiadaną książkę poświęcił Poznaniowi, miastu, z którym od lat jest związany. Miastu, które dla wielu jest zagadką, najprawdopodobniej na skutek wzajemnie sprzecznych przekazów, jakby się mogło wydawać, jakie Poznań o sobie samym światu komunikuje – poprzez to, co się w nim dzieje. Sam Poznań, jak i region którego jest stolicą, Wielkopolska, w dość powszechnej opinii nieco odstaje od krajowych standardów, jest trochę „inny”, zarówno na plus jak i na minus. Stoją za tym przede wszystkim powody historyczne, sięgające okresu rozbiorów – w tym wcześniejsze o dwa pokolenia zniesienie pańszczyzny w późniejszym zaborze pruskim. Także brak rodzimej, polskiej inteligencji u progu niepodległości, wyższy niż w innych największych polskich miastach (za wyjątkiem Krakowa) poziom ciągłości osiedlenia pomimo zawieruchy II wojny światowej oraz ciągłość własności, przynajmniej tej małej i średniej.

Tak wydawca zapowiada nową książkę Marcina Kąckiego: „Duma, porządek, oszczędność, stabilizacja, szacunek dla regulaminów – to poznaniak, Wielkopolanin. Jak jest naprawdę? Poznań według Kąckiego to miasto świetnie zaprojektowane, otwarte na rozwój, przyjazne dla młodych, ale także miasto, którego dusza tkwi w pruskim drylu, miasto, w którym zaangażowanie spotyka się z ignorancją, a pod płaszczykiem religii i ideowości kryją się często agresja, złość i niskie instynkty.

Arcybiskup Juliusz Paetz i młodzi klerycy, Wojciech Krolopp i nieletni chórzyści, marszałek Józef Piłsudski i Roman Dmowski, Małgorzata Musierowicz i Stanisław Barańczak, katolicy i Żydzi, Poznań i reszta Polski. Przyciągające się przeciwieństwa tworzą fascynujący obraz kulis władzy, hipokryzji mieszczaństwa oraz tego, jak potrafimy ulegać ludziom, którzy dzięki grze pozorów i mowie nienawiści wzmacniają podziały społeczne, ideologiczne i religijne.”
(Za stroną internetową Wydawnictwa Czarne)

Marcin Kącki Poznań. Miasto grzechu
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017
ISBN: 978-83-8049-563-0
Premiera: 25 października 2017


O AUTORZE:


Marcin Kącki (ur. 1976 w Stargardzie) – dziennikarz Gazety Wyborczej” od 2003 r., reportażysta, redaktor „Dużego Formatu”, zajmuje się reportażem społecznym i historycznym. Uprawia z dużą skutecznością dziennikarstwo śledcze, przyczynił się do ujawnienia i nagłośnienia wielu nieprawidłowości w różnych dziedzinach życia, także przestępstw – jak kupowanie głosów w wyborach przez Samoobronę, afery finansowe w poznańskim Lechu i najgłośniejsze – wieloletnie molestowanie chórzystów przez dyrygenta w Poznańskim Chórze Chłopięcym.

Karierę dziennikarską zaczynał w „Expresie Poznańskim”, potem przeszedł do „Gazety Poznańskiej”. Studiował na Wydziale Nauk Społecznych UAM. Napisał setki tekstów prasowych oraz sześć książek, laureat licznych nagród i wyróżnień.
Zdobywca tytułu Dziennikarza Roku w konkursie Grand Press 2007, dwóch nagród „Watergate” przyznawanych przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nagrody Grand Press w kategorii „Dziennikarstwo śledcze” i nagrody studentów dziennikarstwa „MediaTory”. Autor książek „Lepperiada” (2013), „Maestro. Historia milczenia” (2013), „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” (2015), za którą był nominowany do Nagrody Literackiej Nike w 2016 r. oraz do nagrody MediaTory, „Plaża za szafą. Polska kryminalna” (2017) oraz powieści „Fak maj lajf” (2017).


FRAGMENTY KSIĄŻKI „POZNAŃ. MIASTO GRZECHU”:
(za stroną internetową Wydawnictwa Czarne)

Teczka

W listopadzie 1989 roku, gdy Adam ma dziewięć lat, wraca ze szkoły i znajduje na podłodze ojca. Martwego. Jego historii też nie zna, nie wie kim jest, mieli słaby kontakt, a nawet się go wstydził, bo był siwy, stary i wyglądał na dziadka.
Adam ma tylko przebłyski, że ojciec musi być nietypowy, bo w połowie lat 80. przychodzą do niego dziennikarze. Adam tych wizyt się boi, choć nie wie dlaczego. Na ulicy pozdrawiała ojca Izabela Cywińska, wówczas dyrektorka Teatru Nowego w Poznaniu. Miała krótkie włosy i doczepiany do warkocz, który pozwalała Adamowi dotykać. Robiła w Teatrze Nowym spektakl pt. „Oskarżony Czerwiec ‘56” i często z ojcem rozmawiała.
Adam pamięta jeszcze, że jeździ z tatą, kierowcą, nysą, że przeklinał, bo był robotniczy w obejściu, a jeszcze krępy, impulsywny o twarzy czerwonej od łuszczycy.
Raz, krótko przed swoją śmiercią wyjął „Kronikę Miasta Poznania” i pokazał w niej Adamowi fotografię starszego mężczyzny, z podpisem: „Adam Suwart”. Młody Adam myślał, że to on, gdy będzie stary i w głowę zachodził skąd tata ma jego zdjęcie z przyszłości.
Nigdy nie miał dziadka, ani babci, bo wszyscy dawno pomarli, a ich temat w rodzinie nie istniał. Próbował przeczytać podpis pod zdjęciem, ale nic nie rozumiał: „zasłużony działacz rewolucyjnego ruchu robotniczego”.
Dwa lata po śmierci ojca, gdy Adam ma 11 lat, wyciąga z szafy jedyny majątek, jaki po nim został – teczkę ze skaju, pękatą i zamkniętą, jak tabu. W środku są gazety z lat 50., bibuła „Solidarności”, legitymacja ubezpieczeniowa – dużo pieczątek, dowody wielokrotnego wyrzucania ojca z pracy i wypis ze szpitala po trzecim zawale. Czyta wycinki, w których ojciec to „bandyta polityczny”.


Dziadek

Grzebie w teczce głębiej i czyta też o dziadku, że był w latach 50. funkcjonariuszem UB w Poznaniu. A do gmachu tego urzędu, jak doczyta w teczce, strzelał w latach 80. ojciec Adam. Nic nie rozumie.
Pyta matkę, czy ojciec strzelał też do dziadka, ale słyszy zawsze: „Daj mi spokój, nic nie wiem”.

Szuka sam. W archiwach, w IPN, w bibliotekach. Dowiaduje się, że ojciec Jan Suwart, to bohater solidarnościowej opozycji antykomunistycznej, a dziadek Adam, to przedwojenny komunista, być może radziecki agent w Poznaniu, mieście endecji, klerykalizmu, gdzie komunistów w latach międzywojennych więziono.

Skąd dziadek wziął się w Poznaniu? Tu nic pewnego. Ponoć urodzony pod Piotrkowem Trybunalskim, ponoć walczył w armii carskiej, ponoć zdezerterował, dotarł do Niemiec, Kopenhagi, podobno w Poznaniu uznany był za rosyjskiego szpiega, siedział w więzieniu, potem poznał babcię, walczył w powstaniu wielkopolskim, występował na komunistycznych wiecach, bo jest dobrym mówcą, jeździ do Moskwy, a w Poznaniu na ulicach można w okresie międzywojennym znaleźć ulotki „Niech żyje towarzysz Suwart! Delegat Robotniczy z Poznańskiego i Pomorza do ZSRR”. A gdy z Moskwy wraca zostaje aresztowany i dostaje cztery lata ciężkiego więzienia. Przeżywa wojnę z żoną i piątką dzieci. Ile miał tożsamości? Kim jest naprawdę? Po wojnie wstępuje do partii, by usuwać obszarników i oddawać ziemię chłopom. Potem jest w UB. Adam wierzy, że dziadek nie bił, a tylko, jak pisano w teczkach, nadzorował transport i szukał sabotażystów. W IPN piszą, że to „znany w Poznaniu stary leninowiec”. Wciąga do UB starszego syna, który zostaje zabity w 1948, ale nie wiadomo, czy w pijackiej bójce ubeków, w porachunkach, czy za ojczyznę. W 1952 dziadek zostaje wezwany do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie i aresztowany.

Żona jedzie za nim, wchodzi do UB, a wychodzi następnego o świcie – bez zmysłów. Trafia do szpitala psychiatrycznego, a na proces męża wiozą ją w białym fartuchu, otępioną i bez świadomości. Wkrótce umiera. Miała nieco ponad 50 lat.
Dziadek wychodzi z więzienia w 1954 albo 55 roku i jest nikim. Prosi partię, by go oczyściła z zarzutów:
„Byłem torturowany i zmuszano mnie, bym przyznał się do współpracy z przedwojenną policją granatową na szkodę KPP, oficer śledczy oświadczył mi dosłownie: ty skurwysynie, stąd nie wyjdziesz już więcej na wolność, gówno się z ciebie zrobi. Uderzał mnie następnie pięścią w głowę, tak że uderzała o ścianę, oraz w oba boki i w żołądek, zmuszono mnie do złożenia jednego podpisu. Żona moja, która była chorowita, delikatna i niezdolna do pracy, nie otrzymała po moim aresztowaniu przez długie miesiące żadnej wiadomości, ani też należnych trzymiesięcznych poborów. Kiedy upominałem się o nie w czasie śledztwa, wówczas tenże dosłownie tak się wyraził: skurwysynie, spierdoliłeś jak pies sukę, narobiłeś bachorów, a teraz chcesz, abyśmy ci rodzinę utrzymywali. Proszę KC PZPR o wszczęcie mojej rehabilitacji i oczyszczenie mnie ze wszystkich niesłusznych i nieprawdziwych zarzutów, które zostały mi postawione”.

 

Kontakt

  • Lech Mergler
  • 504 636 972
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.