Nie hańbi

nie-hanbi.jpg

Praca jest w Polsce zawsze niewygodnym tematem. Bo albo jej nie ma, a kiedy już jest to nie taka jakbyśmy chcieli. Według badań statystyczna większość Polaków swojej pracy nie lubi. Ale czy tego chcemy czy nie wypełnia nam ona bardzo dużą część życia. Warto więc problem pracy poddawać ponadindywidualnej refleksji, spojrzeć na nią w szerszej perspektywie niż  przysłowiowe osiem godzin dziennie i comiesięczne wpływy na konto. Dotyczy to oczywiście tych, którzy mogą się cieszyć etatowym zatrudnieniem. A to przecież tylko część uczestników rynku pracy w Polsce. I o tym właśnie jest książka Olgi Gitkiewicz „Nie hańbi'. O rynku pracy w Polsce.

Książka Gitkiewicz to reporterski patchwork. Jego nićmi jest opowieść o robotniczych korzeniach autorki związanych z Żyrardowem. Kawałkami materiałów historyczne i współczesne reportaże. Część historyczna to opowieść o dziejach Żyrardowa od 1852 roku, kiedy to właściciele fabryki lnu postanowili zbudować robotnicze miasto, po czasy współczesne .Poznamy ambitne, jak na tamte czasy, plany socjalne założycieli Żyrardowa, bezwzględny wyzysk robotników, robotnic i dzieci przez następnych właścicieli żyrardowskich fabryk, śledzić będziemy robotnicze strajki i przerażającą nędzę bezrobocia w czasach wielkiego kryzysu lat trzydziestych. Przyjrzymy się też losom panującej klasy robotniczej w PRLu i już nie panującej w dobie transformacji, kiedy to plagą Żyrardowa stało się bezrobocie.

W części współczesnej autorka odwiedzi Wronki, gdzie podobno dominuje rynek pracownika, pod warunkiem, że za najniższą krajową i żeby być sprawiedliwym, premię. Te same Wronki, gdzie rozegrała się tragiczna historia Ilony Pujanek, która  powiesiła się w sylwestrowy poranek – możliwe, że z powodu mobbingu. Pojedzie do Szydłowca pod Radomiem, dzierżącego od lat tytuł polskiej stolicy bezrobocia. Będzie rozmawiać z pracownicami upadających delikatesów Alma, które w pustym sklepie przekładają resztki towaru z półki na półkę. Wysłucha wstrząsającej opowieści kierowcy zatrudnionego w małej prowincjonalnej ubojni, do obowiązków którego należało bestialskie zaganianie zwierząt. Od niego usłyszy zdanie opisujące sytuację zbyt wielu pracowników w naszym kraju : „ Mówię, dziękuję, kluczyki kładę, ja do takiej pracy już nigdy nie jadę... Ale człowiek musi przynieść złotówkę do domu” . Dowie się co w korporacjach oznacza termin grillowanie i jakie są dylematy młodych matek wracających do pracy – co będzie lepiej widziane przez szefostwo w wypadku choroby dziecka L4 czy urlop. Gitkiewicz zajrzy do urzędów, które z państwowego nadania zajmują się problemami rynku pracy, odda głos naukowcom i statystykom.

Prawie na sam koniec książki autorka w niezwykle lakoniczny sposób przedstawi najbardziej wstrząsającą historię swojego reportażu. Opowieść o mikroprzedsiębiorcy budowlanym porzucającym na przystanku autobusowym zwłoki swojego, zatrudnionego na czarno pracownika, który spadł z rusztowania. Chce się wierzyć, że to pojedynczy, krańcowy przypadek, a nie metafora obezwładniającego powszechnie systemu, który wyciska pracownika jak cytrynę, a potem bezlitośnie się go pozbywa. Systemu, który nazywa się polski kapitalizm.

Trudno bronić książkę Gitkiewicz przed zarzutami, że jest jednostronna, że brnie w zło, penetruje ciemne strony rynku pracy, że pokazuje tylko perspektywę pracowników, bez dania głosu pracodawcom, że pokazuje tylko awers, a pomija rewers medalu, bo podobno, jak twierdzi jedna z recenzentek książki na portalu lubimyczytać.pl  „  przecież praktycznie prawie na każdym rogu ulicy spotkać możemy człowieka zrealizowanego zawodowo, dumnego z funkcji jaką pełni w społeczeństwie, chełpiącego się radością z każdego poranka, którego udaje się na swoje stanowisko”. Ale bronić przed tymi zarzutami nie ma specjalnego sensu.

Wręcz przeciwnie, w dobie powszechnego optymizmu, zwłaszcza ze strony polityków, niekończących się opowieści o statystycznie najniższym bezrobociu od dwóch dziesięcioleci, warto,a nawet trzeba iść pod prąd, zajrzeć za tę fasadę optymizmu, przyjrzeć się  ze szczególną uwagą ciemnym kątom. Warto wyjechać z wielkich aglomeracji, gdzie o pracę, jakakolwiek by ona nie była jest łatwiej i pojechać tam, gdzie o nią jest trudno, bądź najtrudniej do Polski B i Polski C. i gdzie statystyki nie wyglądają już tak optymistycznie.

„Nie hańbi” nie rości sobie pretensji do obiektywnego przedstawienia rynku pracy w Polsce.

Ta niewielka objętościowo książka jest pisana z subiektywnej perspektywy prekariuszki o sytuacji  polskich  pracowników.

Olga Gitkiewicz „Nie hańbi”
Wydawca: Wydawnictwo Dowody na Istnienie
Warszawa 2017 r.
stron 219, ISBN 978-83-94724-8-8

 

Kontakt

  • Tomasz Jefimowicz
  • 609 11 54 10
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.