Polska mniejszych miast

springer.jpg

Filip Springer udowodnił już, że posiada wyjątkowy dar predysponujący go do bycia znakomitym reporterem. Spogląda tam, gdzie niby wszyscy patrzą ale widzi znacznie więcej. Tak było w przypadku „ Miedzianki”, jego książkowego debiutu, gdzie spacer po zwykłej z pozoru łące zaowocował rekonstrukcją sześćsetletniej historii miasteczka. Nie boi się głośno mówić o tym, o czym inni szepcą po kątach, jak w przypadku „Wanny z kolumnadą”, w której bezkompromisowo opisał  koszmar chaosu estetyczno-przestrzennego w przestrzeni publicznej polskiego kapitalizmu.

Potrafi też Springer podważać niepodważalne zdawałoby się dogmaty, jak w „13 piętrach” gdzie rozprawia się z mitem trzydziestoletniego kredytu hipotetycznego, jako panaceum na rozwiązanie problemów mieszkaniowych młodego pokolenia.

Nie inaczej jest też w przypadku „ Miasta Archipelag”. Jego reporterski nos czy też intuicja zaprowadziły go tam, gdzie za chwilę miała rozegrać się decydująca bitwa między III a IV Rzeczpospolitą, do Polski mniejszych miast.

Pomysł był prosty. Opisać jak wygląda dziś rzeczywistość w miastach, które w 1999 roku utraciły status stolicy województwa. Springer obudował ten pomysł szerszym projektem. Utworzył stronę internetową, potem magazyn na Flipboardzie. Zaprosił do projektu miejskich aktywistów z interesujących go miejscowości, by na jego stronie pisali o swoich miastach. Potem wyruszył w podróż. Odwiedził 31 miast, zjechał Polskę od Suwałk po Wałbrzych, od Słupska po Krosno. „ Poznał ich historię, rozmawiał z mieszkańcami. Spotkał przedsiębiorców , artystów, aktywistów i nauczycieli. Zaglądał do lokalnych warsztatów i kafejek, odwiedzał upadłe fabryki i prężnie rozwijające się firmy, dworce i McDonaldy. Pytał ludzi z czego są w swoim mieście dumni, co ich cieszy, a co chcieli by poprawić”. Przebieg podróży relacjonował na bieżąco na stronie internetowej w mediach społecznościowych i tradycyjnych.

Na samym końcu zasiadł Springer do pisania książki. Zawiesił sobie wysoko porzeczkę. Przy całej wrzawie medialnej, będącej istotą pierwszej części projektu „Miasto Archipelag”, zdawać by się mogło, że będzie bardzo trudno wnieść do niego istotne, nowe treści. Sam tytuł projektu zawierał pułapkę z góry sugerującą, jaki będzie efekt finalny. Użycie terminu „archipelag” zakładało, że Springer doświadczać będzie i podobieństw i różnic. Wszakże wszystkie wyspy są do siebie podobne, ze swej istoty, bo są wyspami, a jednak każda ma swoją specyfikę, każda, gdy się dobrze przyjrzeć jest inna. I taki właśnie, przebogaty w materiał socjologiczny, jest Springerowski obraz Polski mniejszych miast. Mocno niejednoznaczny i zróżnicowany. Springer stara się rozbić powszechny stereotyp dotyczący stolic byłych województw, który z grubsza głosi, że wszystkie mają podobną historię. Najpierw, w 1975 r., awans na stolicę województwa, przyrost ludności i rozwój przemysłu, potem rok 1989, przemiana ustrojowa, prywatyzacja, upadek wielkich zakładów pracy, często jedynych w mieście, a co za tym idzie wysoki poziom bezrobocia, potem rok 1999 ostateczna marginalizacja i spadek liczby mieszkańców, zwłaszcza młodych. I choć ten schemat w większości przypadków  jako tako pasuje, to pasuje on mniej lub bardziej. Właśnie ta przestrzeń pomiędzy mniej lub bardziej jest obiektem zainteresowania Springera.

Jak już zostało powiedziane nakreślony przez Springera obraz Polski mniejszych miast jest niejednoznaczny i zróżnicowany. To stanowi o sile jego książki. Dzięki temu odnajdzie się w niej prawie każdy mieszkaniec miast niemetropolitarnych. To jeden z powodów stosunkowo dużej poczytności książki Springera.  A gdyby zadać pytanie, czy w portrecie byłych stolic wojewódzkich są takie cechy wspólne, o ile są, które okażą się uniwersalne dla mniejszych miast. Pisze Springer : „ Archipelagiem targają dwa uczucia. Poczucie krzywdy i tęsknota”. Krzywdy, bo decyzją polityków z Warszawy zostały zepchnięte w otchłań prowincji. Tęsknoty, bo radykalnie skurczyły się szanse i możliwości. Czy poczucie krzywdy i tęsknota targają Polską mniejszych miast?  Zapewne można, o ile się chce, poczuć się skrzywdzonym przychodząc na świat w miejscu oferującym mniejsze szanse i możliwości, można za nimi tęsknić, jak  za światłami wielkiego miasta i po prostu doń wyjechać. Można z tym poczuciem krzywdy i tęsknoty zostać, stając się łatwym łupem populistycznych polityków. Ale jest i trzecia droga. Można z tego poczucia krzywdy i tęsknoty się wyzwolić, akceptując swoje „tu i teraz”, dostrzegając w nim wartość, budując w ten sposób nowy typ tożsamości. Takich mieszkańców Archipelagu często Springer spotyka. To lokalni patrioci, aktywiści,artyści, animatorzy kultury, pasjonaci albo po prostu ci, którym udaje się prowadzić mały biznes. Zapewne można ich znaleźć również w innych małych miastach.

Poza 20 największymi miastami w Polsce, a łącznie miast jest niespełna 930, mieszka dwa razy więcej Polaków (ok. 16 mln) niż w miastach największych (ok. 8 mln). Z tego ponad 500 miast, a raczej właśnie miasteczek liczy mniej niż 10 tys. mieszkańców. To skala problemu i wyzwanie. 16 milionów Polaków nie przeprowadzi się do największych miast. Jak się zdaje mamy w Polsce kolejny rów do zasypania, pomiędzy metropoliami a prowincją, po to, by mieszkańcy tej drugiej nie czuli się gorsi i skrzywdzeni.

Filip Springer „Miasto Archipelag”
Wydawca: Wydawnictwo Karakter
Kraków 2016 r.
stron 319,  ISBN 978-83-6271-20-4

 

Kontakt

  • Tomasz Jefimowicz
  • 609 11 54 10
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.